Thursday, February 5, 2009

o północy


Dzisiaj padam i nie do końca chcę mi się wierzyć, że to co robię ma sens. Tłumaczyłam dzisiaj od 5 rano, jeden z bardzo ciekawych artykułów z Rzeczpospolitej. Robiłam to jednak z takim zapałem, że wyleciała cała energia, a w kolejce czekał kolejny dużo mniej atrakcyjny raport do tłumaczenia. Tak więc ogółem ponad 15 h dzisiaj tłumaczyłam. Narzekałam dziś, przeklinałam, ale też się cieszyłam, ale świat przez chwilę wydał się jakiś ciemniejszy. Zdjęcie obok kolejny raz zrobione moją komórką. Nasza Polka Anja Rubik, która jest twarzą numer jeden polskiej mody. To zdjęcie plakatu w optyku na Broadway i East 8th st. W szybie odbija się budynek, w którym kiedyś była wielka księgarnia Barnes and Nobles, a teraz przez krótką chwilę jest pustka. Jutro na 5 dni przenoszę się na Williamsburg, mieszkać ze spanielem Enyą. Jestem nomadem, wiecznym cyganem, podróżnikiem anty-mieszkaniowym. Może dlatego, że ostatnio do samolotu nie wsiadam muszę się ciągle przemieszczać między dzielnicami. Za oknem mróz i śnieg, którego mam już dosyć. W tym tygodniu za dużo pracy, za mało pisania. Muszę w lofcie trochę popisać, ale kiedy. Jutro premiera nowej sztuki Richarda Formana, opowiem , opowiem, bo jego teatr w budynku dawnego kościoła jest czymś niesamowitym. Dzisiaj obejrzałam "Man on Wire", polecam dokument nominowany do Oscara, dużo Micheala Nymana muzyki, a również ciekawe studium szaleństwa. Drugie ulubione po Harvey Milk w tym roku. Jutro pewnie też wizyta w Harlemie, gdzie ja jutro nie będę. Odkryłam Left Banke, zespół z Nowego Jorku z lat 60-tych, który nagrał tylko jedną płytę za to jaką. Oj, zajrzę jeszcze do swojej japońskiej lektury o tranzwestytach, kobietach i innych maskach kultury Japonii. Jedno z najlepszych możliwych czytadł na teraz. Zmęczona, ale nie senna....Brooklynska Wagabonda....

No comments: