Wednesday, February 18, 2009

A w Nowym Jorku pada deszcz




Dzisiaj moja dzielnica East Village:
Zdjęcie 1: Empire State Building gdzieś tam w oddali.
Zdjęcie 2: Były sobie pieski dw: jeden w wózku, drugi na smyczy.
Zdjęcie 3: Jedno z typowych podwórek w East Village.

Sunday, February 15, 2009

Sunday, slowly Sunday

Jak Nowojorczycy kochają psy, to z pewnością widać na tym zdjęciu zrobionym dzisiaj około południa. Psy są wszędzie na ulicach w niedziele, moja głowa obraca się z prędkością statku kosmicznego, żeby tylko zawsze je wszystkie zdążyć zauważyć. Psy zawsze działają na mnie terapeutycznie...

Saturday, February 14, 2009

Walentynki i muzyk w ciężarówce


Po pierwsze serce zazwyczaj blisko portfela, po drugie muzyk grający z ciężarówki do przeprowadzek, w Red Hook, francuskiej części Brooklynu...Tuż obok w małej "szopie" wernisaż artystów z gorącym "jabłecznikiem", i muffinami,,,,to moje Walentynki...

Friday, February 13, 2009

dzień jak niedziela



W pracowaniu na własną rekę fajne jest to, że albo nie ma się absolutnie wolnej sekundy, albo można sobie zrobić niedzielę w środku tygodnia. Dla mnie to jest właśnie piątek. Wstałam o 7 rano, i mój niespokojny-duchowo-artystyczny kolega namówił mnie, żebym już 15 min. później spotkała się z nim na śniadaniu kilka przecznic dalej od mojego domu. Z włosem rozwianym, narzuconym pośpiesznie płaszczem i tzw "look out of bed" (czyli jak to mówią na wybiegu "wygląd po wstaniu z łóżka"), przeskakiwałam ulice East Village słuchając Silent Poets, którzy ostatnio są moją muzyczną obsesją. To zdjęcie obok z kawiarni numer dwa - DOMA, którą odwiedziliśmy tego poranka. To ciekawe, bo książka na stole dotyczy nowojorskiego oddziału policji, który ostatnio inspiruje kolegę mega, a chwilę potem o nietypowej 10 rano obejrzeliśmy przejmujący obraz Gomorra, który niepowtarzalnie zmienił moje spojrzenie na Włochy. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam tak czarnej wizji tego kraju, gdzie ludzie są skorumpowani, narkotyki rządzą, a biedne osiedla mieszkaniowe zatruwają fizyczny wygląd w nich mieszkających. Film miał bardziej strukturę dokumentu. Na szczęście po wyjściu na zewnątrz świeciło słońce i jabłko zakupione na rynku miało smak owocu zerwanego z drzewa. O 14 poczułam się jakby minął cały dzień, a tu dzisiaj jeszcze urodziny małej Ingrid, 25 lat minęło. Wszystko wskazuję na to, że mieszkanie na Manhattanie, może być tylko przerwą w mojej nigdy nie kończącej się miłości do Brooklynu, bo właśnie znalazłam mieszkanie, które jakoś mnie bardzo urzekło,coś jest w tych ciemnych podłogach i ścianach z czerwonej cegły, a poza tym napiszę kiedyś dlaczego tak bardzo uwielbiam Brooklyn, właściwie sądzę, że moje serce zostało tam po napisaniu pierwszego artykułu o Hipsterach i miesiącu mieszkaniana Union Avenue.
Jutro Walentynki, a tematem przewodnim tego roku są wszelkiego rodzaju imprezy Anty-Walentynkowe...Nie wiem jak to działa na innych, ale ja już nie mogę tego słuchać i czytać, bo nie o to chodzi....I ci wszyscy anty i tak są za, więc po co ta napuszona fasada. Ja tego dnia będę popierać Wernisaż i aukcję sztuki w pięknej części Brooklynu, Red Hook, akcja o nazwie I heart ART. Więcej jutro...

Monday, February 9, 2009

Sztuka na murze - Williamsburg






Dzisiaj sztuka ulicy, rodem z North 6, ulicy na Williamburgu, na której pomieszkuje, przynajmniej raz na dwa miesiące z psem rasy cocker spaniel. Ulica ta dzielnicy artystycznej jest częścią, to na niej słynne kluby muzyczne Public Assembly, Williamsbug Music Hall, i dużo restauracji, w tym nieziemska Sweet Water, ulicę w okazałości widać na zdjęciu trzecim, idąc zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W oddali masowo budowane condos za miliony dolarów, które zakryły nam widok rzeki East, za rzeką Manhattan, zanim ten industrialny- tynkowy charakter zniknie, będę jego oficjalnym kronikarzem.
Dzisiaj zresztą wybieram się również na lokalną legendę Revernda Vince, który co każdy poniedziałek "unosi nasze serca". Więcej na moim innym blogu:
http://l-hostels.com/blog1.php.
DO przeczytania później...

Sunday, February 8, 2009

Long Beach - Niedziela


Niedziela na plaży, 1h drogi od Nowego Jorku, można znaleźć się gdzieś zupełnie w innej rzeczywistości....

Thursday, February 5, 2009

o północy


Dzisiaj padam i nie do końca chcę mi się wierzyć, że to co robię ma sens. Tłumaczyłam dzisiaj od 5 rano, jeden z bardzo ciekawych artykułów z Rzeczpospolitej. Robiłam to jednak z takim zapałem, że wyleciała cała energia, a w kolejce czekał kolejny dużo mniej atrakcyjny raport do tłumaczenia. Tak więc ogółem ponad 15 h dzisiaj tłumaczyłam. Narzekałam dziś, przeklinałam, ale też się cieszyłam, ale świat przez chwilę wydał się jakiś ciemniejszy. Zdjęcie obok kolejny raz zrobione moją komórką. Nasza Polka Anja Rubik, która jest twarzą numer jeden polskiej mody. To zdjęcie plakatu w optyku na Broadway i East 8th st. W szybie odbija się budynek, w którym kiedyś była wielka księgarnia Barnes and Nobles, a teraz przez krótką chwilę jest pustka. Jutro na 5 dni przenoszę się na Williamsburg, mieszkać ze spanielem Enyą. Jestem nomadem, wiecznym cyganem, podróżnikiem anty-mieszkaniowym. Może dlatego, że ostatnio do samolotu nie wsiadam muszę się ciągle przemieszczać między dzielnicami. Za oknem mróz i śnieg, którego mam już dosyć. W tym tygodniu za dużo pracy, za mało pisania. Muszę w lofcie trochę popisać, ale kiedy. Jutro premiera nowej sztuki Richarda Formana, opowiem , opowiem, bo jego teatr w budynku dawnego kościoła jest czymś niesamowitym. Dzisiaj obejrzałam "Man on Wire", polecam dokument nominowany do Oscara, dużo Micheala Nymana muzyki, a również ciekawe studium szaleństwa. Drugie ulubione po Harvey Milk w tym roku. Jutro pewnie też wizyta w Harlemie, gdzie ja jutro nie będę. Odkryłam Left Banke, zespół z Nowego Jorku z lat 60-tych, który nagrał tylko jedną płytę za to jaką. Oj, zajrzę jeszcze do swojej japońskiej lektury o tranzwestytach, kobietach i innych maskach kultury Japonii. Jedno z najlepszych możliwych czytadł na teraz. Zmęczona, ale nie senna....Brooklynska Wagabonda....

Monday, February 2, 2009

nie ma jak kawa

Zdjęcie zrobione dzisiaj w kawiarni "Brooklyn Label", blisko mojego domu na Greenpoincie, dawnej dzielnicy polskich emigrantów. Zdecydowanie najlepsza kawa w Nowym Jorku.
Od razu raźniej się robi.